W Indiach - o pobycie z dziećmi w Mysore, stolicy jogi. O rodzinie, ciele, jodze, ajurwedzie, kulturze hinduskiej, tybetańskiej, pracy z ciałem, masażu. Z punktu widzenia: artystki, bioenergoterapeutki, antropologa, rodziców, masażystów i adeptów jogi.

O nas

Dharma - Joga Ajurweda Masaże Jogiczne

TAJSKI MASAŻ JOGICZNY - AJURWEDYCZNA PRACA Z CIAŁEM

DHARMA NA FACEBOOKU

Nasza lista mailowa

Twój email


RSS
czwartek, 27 grudnia 2007
no rickshaw, no bakshish, no drugs, no taxi - GOA wita nas sloncem i plaza

24.XII.2007, Goa
Wyglada ba to, ze swieta spedzimy na plazy. Wokol piekna laguna, blisko pallolem. Wszedzie wokol swiateczny wystroj - chylace sie ku wybrzezu palmy kokosowe, skaly wyrastajace nad wode i okoliczne zielone wzgorza, zamykajace horyzont od ladu. Cykl dobowy  wyznaczaja plywy morskie, odslaniajace i zakrywajace skaly, wsrod korych kwitnie zycie morskie: alg, skorupiakow i lawic drobnych rybek. Na dalekim morzu mozna spotkac delfiny.

pod palma

Mieszkamy w zacisznej okolicy Kollam Beach za wzgorzem, oddzuekahactn od turystycznego i zagestrzonego  Pallolem. Chata prostej konstrukcji z bambusa i pleionek daje nam wszystko o potrzeba, procz kuchni, o ktora jednak nie musimy sie martwic, bo gdzie sie nie ruszyc tam bal lub restauracja.

przy chatce

na werandzie 

Do tego z plazy zyja mieszkancy okolicznych wiosek, przyjezdzajac z przeroznym towarem, od plyt kompaktowych, bizuterii, henny, po owoce i mapy. Do tego wystepy dzieciakow, chodzacych na rozpietej nad plaza lina w przeroznych akrobacjach.

pallolem beach

na plazy

Podroz z Bombaju zleciala zdumiewajaco szybko. Pozegnawszy sie serdecznie z Prabhatem, Szuba i naszymi gospodarzami wsiedlismy do autobusu z pomoca naszego nauczyciela. Nie obylo sie oczywiscie bez nerwow. Przypomnielismy sobie sztuke przetrwania w indyjskich srodkach publicznego transportu. Zarowno dostanie sie do autobusu jak i pociagu nigdy graniczy z cudem, no przynajmniej nie moze sie obejsc bez nerwow. Napierajacy zewszad tlum, pedzace samochody, nadjezdzajace bez przerwy autobusy o nieznanej destynacji, zatrzymujace sie wprost na srodku czteropasmowej ulicy, lub gdzies z dala od przyporzadkowanego sektoru. Cztery minuty w totalnej goraczce do wejscia i umieszczenia bagazu, a pozniej juz... spokoj. Zazwyczaj sie udaje, ale wystwia to nas na probe opanowania. Tak opanowanie i cierpliwosc to niezbednik w podrozy przez Indie, lub lekcja dla nas ignorantow. Dla wygody wykupilismy w autobusie dodatkowe trzecie miejsce, aby zaoszczedzic sobie nocy z dziecmi na kolanach, ktore podrozuja w Indiach za darmo. Jesli chodzi o standard autobusu, to zarezerwowalismy sobie srednia klase delux, bojac sie, ze volvo z klimatyzacja, ktory stanowi najwyzsza polke indyjskich autobusow, przyplacimy bolem gardla. Nieco otwarte okna zalatwilo sprawe goraca. W nocy jednak  zrobilo sie zimno i przydaly sie kupione wczesniej plotna. W trakcie drogi puszczali film produkcji indyjskiej, cos na wzor "Seks w wielkim miescie", zlozony z dwoch czesci, z tym, ze pierwsza puszczali bez przerwy dwa i pol razy. Pozniej druga tez ze trzy razy, chyba dla lepszego przyswojenia tresci. Pozniej zapadla ciemnosc w autobusie, rozlozylismy wygodnie siedzenia i posnelismy. Barnas uprzedzony wczesniej o nocnej podrozy, zrobil tak jak przyobiecal, ze "on to pojdzie spac".

Rankiem dotarlismy do Goa. Wysiedlismy w glownym osrodku w poludniowym Goa. Stad jeszcze czekala na poltoragodzinna podroz do Pollalem Beach. Zmeczeni po calonocnej podrozy rozgoscilismy sie w naszej chacie. Teren na wzgorzu nalezy do przemilej, godnej polecenia rodziny Rupesha, znanego w okolicy Kollam. W odroznienia od turystyki przemyslowej rozwinietej wzdluz plazy pallolem i resortow wyzszej klasow, ta prosta rodzina rybakow zalozyla drobny interes, budujac chatki wokol swojego domostwa o wdziecznej nazwie "Shiva huts, z pieknym widokiem na lagune. Odswiezylismy sie i ruszylismy odkrywac uroki tropikalnego wybrzeza.

w wodzie mozna sie spocic

chatki

Barnaba zachwycony bez przerwy siedzi w wodzie, wychodzi tylko na miske ryzu, czy chlebka naan z serem i sok czy lassi(jogurt). Jesli chodzi o wybor swiezych owocow to dominuje ananas, papaja i arbuz.

15:47, jogamasaz
Link Dodaj komentarz »
Bakrid


21.XII.2007
No i byl, i jutro tez ma byc ryz. Dzis muzulmanskie swieto Bakrid. Od rana od domu do domu muzulmanow kraza zebracy po jalomuzne. Do naszych sasiadow do poludnia zaczeli sciagac goscie, odswietnie ubrani w biale tuniki i sari.

W poludnie z gankow zniknely kozy, a chwile pozniej ukazal sie sasiad, ocierajac pot z czola w zakrwawionej koszuli. Kozy zostaly zarzniete.

 jalomuzna w bakrid

Atmosfera sie zagescila. Jakies poddenerwowanie udzielilo sie nam i zaczelismy sie klocic. Pozniej Baraba zrobil awanture, marudzac i wykrzykujac swe zadania. Jednym slowem poczulismy zew krwi. Godzine pozniej, slychac juz bylo odglos toporow, dobiegajacy z wielu domow. A przed bramami zaczeli gromadzic sie biedni, oczekujacych swej zebraczej doli.

Bakrid, czy bakarid to czas swietowania i odwiedzania znajomych. Muzulmanie czcza w ten sposob wielki test, jakiemu poddal Allah (Bog) proroka Ibrahima (Abrahama), ktory mial zlozyc w ofierze to co ma najdrozszego. Najdrozszy byl mu syn - Ismail, ktorego juz mial zasztyletowac gdzies w Mina blisko Mekki, kiedy Bog powstrzymal go i wzamian zeslal barnaka, ktorego od tamtej pory skladaja w ofierze na dowod oddania Allahowi.

Bakri oznacza owce, a w czasie Bakridu dokonuje sie ofiary jednego zwierzecia na rodzine. Co bogatsi zazynaja zwierze, rozdzielajac 2/3 miesa miedzy biedote. Zazyna sie dorozle i zdrowe wielblady, krowy, owce lub kozy. Bakrid jest czasem swietowania i odwiedzania przyjaciol, pozdrawiajac sie "Id Mubarak". W odswietnych ubraniach przechadzaja sie wieczorem na imprezy. Gdzieniegdzie z bogatszych domow dochodza dzwieki wspolczesnego indyjskiego popu, a goscie ubrani sa na modle zachodnia. W powietrzu wybuchaja sztuczne ognie. Wieczor nie konczy sie szybko.

Z pozostalej czesci miesa rodzina i przyjaciele przygotowuja uroczysty posilek. Podczas tego swieto wspolnota muzulmanska obfituje w jalomuzne. Wszedzie mozna spotkac, jak tu w Nowym Bombaju, pieszo przemierzajacych muzulmanow, zbierajacych datki wprost do rozpostartych plocien. Na rowni z jalomuzna demonstruje sie etycznosc islamu przez dbalosc o wszystkich potrzebujacych, aby rowniez mogli swietowac w dostatku ten swiety dzien.

Dystrybuowanie miesa miedzy ludzi uwaza sie za bardzo wazna czesc tego swieta, tak jak wyspiewywanie "takbir" przed modlitwo "eid" w meczetach pierwszego dnia i po kazdej modlitwie przez kolejne 4 dni swieta.

W tej swiatecznej atmosferze pakujemy sie jutro do autobusu, ktorym szczesliwie mamy dojechac na Goa. Tam juz na nas czeka bambusowa chata na idylicznej, subtropikalnej plazy.

15:29, jogamasaz
Link Dodaj komentarz »

20.XII.2007

Dzisiaj Monia wymasowala mnie nadzwyczajnie. Zastrzyk energii sklonil mnie abym usiadl do pisania. Tak, chavutti wzmacnia, przebudza. Cialo staje sie lekkie, a umysl czysty i przejrzysty. Czy kiedykolwiek przestane was zanudzac superlatywami tego masazu? hmm.., nie jestem pewien. To kolejny jogiczny masaz w naszej polskiej ofercie. Takze szykujcie sie na wielkie masowanie po naszym powrocie. Ja zas, dzisiaj masowalem mistrza. Rozlozyl sie na macie, plecionej z lisci ananasowca. Zalalem go olejem i zaczelismy. Chwilami jeszcze przypominal mi o niedociagnieciach w ruchach do palcow stop, czy bioder. Po poltorej godziny poklepal mnie po lydce i strescil: good..! Legl z powrotem na macie z glebokim oddechem. Zostawilismy go tam samego. Wyszedl z pokoju po pol godzinie, cwierkajacy, powiedzial, ze nauczy nas spiewow modlitewnych. Rozpisal hymny i modlitwy do bost opiekunczych ajurwedy, nauki i porannej ochrony i samej modlitwy stosowanej przed masazem. Coz, bedziemy musieli nieco podciagnac nasze zdolnosci wokalne, ale sam fakt duchowego podejscia do masazu, czyni z niego prawdziwy rytual leczniczy, ceremonie usuwania zla i swieta ciala. Kolejny raz pograzam sie w totalnej aprobacie i doswiadczaniu wschodniej technice uzdrawiajacej. Dziekowac pozostalo mi losowi za te szanse. Mamy nadzieje i obiecujemy sobie godnie i umiejetnie reprezentowac te starozytna sztuke masazu - kalari chikitsa chavutti thirummal - ajurwedyjski, keralski masaz stopami.

prabhat i monia 

 

Kilka dni temu kupilismy z mysla o Barnabie DVD z animowanym filmem o dziecinstwie Ganesia oraz Ramajane. O ile ta ostatnia pozostawiala w nim pytanie czy demony w niej obficie wystepujace faktycznie funkcjonuja w Indiach? To po bajce o Ganesiu nastapila w nim jakas odmiana. Bardzo pouczajaca historaia malego boskiego chlopca, syna Wszechmogacego Sziwy i pieknej Paravati, zamieszkujacych lodowiec swietej gury Himalajow - Kajlasz. Stworzony i przywolany do zycia przez matke Parvati, Ganes nie lekal sie nikogo i bezsprzecznie byl wierny nakazom matki. To dlatego pewnego razu, strzegacy wrot palacu mial nikogo nie wpuszczac bez zezwolenia matki. Gdy nadszedl Sziwa, rowniez jego nie zamierzal przepuscic bez jej zezwolenia. Doprowadzony do szalenstwa Sziwa odcial swym swietym trojzebem glowe chlopcu na oczach innych glownych bogow Brahmy, Ramy i Sity. Matka widzac smierc syna, postawila warunke mezowi, albo mu zwroci zycie, albo sama odbierze swoje. Nie mogac uzyc odcietej glowy swa magicza bronia, byl zmuszony szukac innej. Wyslal poslancow po glowe dziecka. Sludzy powrocili z glowa sloniatka, nie mogac odnalezc innej. Sziwa ozywil chlopca, a zeby nie nasmiewano sie z jego nowego wygladu razem z innymi bogami pobogoslawil go roznymi mocami, czyniac go jednym z najwazniejszych bostw hinduskiego panteonu. Jedna z opowiesci mowila o pysznym bogatym krolu, ktory chcial nakarmic i ugoscic bogow. Sziwa wyslal swego syna Ganesia, ktory zjadl doslownie wszystko zaczynajac od najwykwintniejszych slodyczy po stoly, garnki, doprowadzajac dumnego krola do ruiny - do czasu, az ow zaoferowal to co mu pozostalo - miske ryzu, ten najprostrzy i najpowszechniejszy posilek, po ktorym Ganes go pochwali, za te wspaniala miske ryzu, jakze dobrego! Barnaba zrozumial. Zaraz po zakonczeniu filmu, zazyczyl sobie na sniadanie miske ryzu i zjadl az dwa talerze, a nalezy wspomniec o tym, ze jest niejadkiem. Do tego zaczal pochlaniac przerozne owoce a dzis w restauracji podjadal nam z talerzy, probujac hinduskiej kuchni. Jutro na sniadanie tez ma byc ryz!

prabhat i zoja

15:22, jogamasaz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 grudnia 2007
dalszy ciag kursu w nowym bombaju

18.12.07

Z kursem mamy sie ku koncowi. Techniki i pozycje, sposob prowadzenia masazu znacznie przewyzszyl moje wyobrazenia i oczekiwania. Jest to prawdziwy jogiczny masaz. Pierwszym wyzwaniem okazala sie pozycja boczna, umiejetnie laczaca sie ze skretem kregoslupa. Pozniej przyszla badha-konasanie, pozycji motyla, sklon do przodu itd. wszystko zalane olejem i przycisniete smagajaca stopa po liniach i witalnych punktach marma. Po tych wszystkich dniach masazow cialo stalo sie lekkie i silne, uwolnione od napiec. Chwala ci za to Prabhat! Jutro masuje mistrza, zobaczymy na ile jestem pojetnym uczniem:) Nastepnie przyjdzie czas na Monie.

 

Zbliza sie muzulmanskie swieto. wszyscy muzulmanscy sasiedzi zakupili kozy i karmia je od tygodnia, zeby obrosly w tluszcz. w sobote zas beda sie nimi objadac. dzieci z calej ulicy, podchodza do gankow tych domostw, gdzie trzymaja kozy i karmia je czym popadnie.

 

16.12.07
Dzisiaj niedziela. Zewszad wychodza wyznawcy roznych religii proszac o jalomuzne. Chodza odziani skromnie z zebraczymi miseczkami. A my wracamy do naszego kursu.



Chavutti jest niezwykly. To naprawde masaz stopami. Dzis uczylismy sie masowac twarz stopa. Wymaga to nieco wprawy, ale juz czuc efekt. Jesli chodzi o doznania - to jest mocny i uwalnia od napiec twarzy. Czuc tez, ze stopa to niezwykly nosnik energii. Zupelnie inna w doznaniu niz dlon.

Wieczorem spotkalismy sie ze znajoma Polka, pracujaca w Bombaju. Dobrze bylo sie spotkac na indyjskim gruncie i wymienic sie wrazeniami. Pozdrawiamy cie Mirko:)



Udoskonalamy kapiele w indyjskiej lazience. Okazuje sie, ze wiadro z woda moze w zupelnosci zastapic wanne dla naszych dzieci.


Kupilismy bilety na przyszla podroz na Goa. Okazuje sie, ze okres swiateczny jest bardzo napiety w Indiach. Wszyscy sie przemieszczaja, a plaze na poludniu sie zapelniaja. Nie udalo nam sie zarezerwowac juz biletow na pociag, wiec jedziemy prywatnym autobusem.

Barnaba zaczyna rozrozniac hinduskich bogow - dzieciecy Kriszna, Sziwa, Ganes. Pyta sie czemu umarli? Mowie, ze bogowie nie umieraja. A gdzie sa? Mowia, ze Sziwa mieszka w Himalajach. A czy mozna go zobaczyc? Mowia, ze trzeba dlugo praktykowac, zeby moc go zobaczyc i zjednoczyc sie z nim. Tak zyjac na odludziach, jedzac pokrzywy cialo moze zmienic kolor. A czy ty tato duzo praktykujesz? Mowie, ze niewiele. No to musisz wiecej - mowi syn. Ja na to, ze sie postaram.

08:47, jogamasaz
Link Dodaj komentarz »

16.12.07
Czwarty dzien kursu. Cieknie ze mnie mnostwo potu. Czuje, ze dzieki temu szkoleniu, wzmacniam sie. Od stop plynie duza dawka energii. Choc czasami jeszcze myli mi sie kolejnosc pozycji, to stopa porusza sie coraz sprawniej. Bardzo przydatny okazal sie taniec brzucha, poniewaz ruchy stopa wychodza z biodra.
Jestesmy przez caly czas pod duzym wrazeniem tego masazu. Oddzialowuje on na kazdy skrawek ciala. Poniewaz cwiczymy na zmiane, czerpie radaosc z masowania i bycia masowana. W rezultacie efekty tego masazu sa natychmiastowe. Powstale zakwasy zaraz zostaja usuwane. Po tym jak skoncze masowac, czuje ogromna sile, mimo ze jestem zalana potem.

Masaz ten wplywa swietnie na skore. Ujedrnia ja. Nawilza. Czuje jak organizm sie oczyszcza.

08:36, moniabo
Link Dodaj komentarz »


15.12.07
Trzy dni temu zaczelismy sie uczyc chavutti. Jest to naprawde niezwykly masaz, bardzo trudny. Wykonuje sie go stopami. Wymaga sily fizycznej, szczegolnie ramiona musza byc silne, aby utrzymac sie na linach, podczas gdy cialo masujemy stopami. Moim zdaniem jest bardzo efektywny. Nie chcialabym porownywac, ale masaz klasyczny nawet bardzo dobrze wykonany nie daje tego efektu chocby w polowie co ten keralski masaz. Podoba mi sie, ze jest to prawdziwy rytual. Zaczyna sie od ochrony masazysty przed negatywna energia pacjenta. Nastepnie przygotowuje sie klienta do masazu. Ceremonialnie otwiera mu sie 9 bram ciala, otworow lazacych nasz organizm ze swiatem zewnetrzym, oraz g³ówne i pomniejsze oœrodki energetyczne na ciele. Masuje sie solidnie glowe i twarz. Po czym powoli naklada sie olej...bardzo duzo oleju. Tuz przed rozpoczeciem masazu jest jeszcze chwila na intencjonalna modlitwe, niezwykle pomocna w terapii i ochronie. Generalnie masaz wyglada jak taniec nogami na ciele, sunac stopami na oleistym ciele.

Barnas sie bawi z dzieciakami. Zoja zostaje z opiekunka Szuba. Jest szczesliwa i wtula sie w indyjska mame.

 

08:31, moniabo
Link Dodaj komentarz »


15.12.07
Gotemi i Pratik to kolezanka i kolega Barnasia, mieszkajac w tym samym domu. Barnaba przemogl sie i zaczal sie z nimi bawic. Teraz godzinami bawi sie z nimi. Dzis wieczorem razem obserwowali domowa puje, ofiarna modlitwe dla Ganesia, bostwa opiekunczego domu. Stara hinduska zapalila maslana lampke, kadzidlo i zmowila modlitwe. Oprocz dziewczynki i chlopca w jego wieku jest tez tu 13 letnia opiekunka i poltoraroczna dziewzynka. Jednym slowem pelna chata.



Wczoraj wieczorem, z kolei odbylo sie w naszym domu cotygodniowe posiedzenie dietetykow-naturopatow. Doswiadczona hinduska w wieku 60-70 lat o mlodej skorze przekonywala do zmiany stylu zycia, w tym nawykow zywieniowych, aby zaoszczedzic energie, potrzebna w zyciu dla opiekowania sie rodzina i do budowania relacji z innymi. Kategorycznie odrzucala produkty mleczne, co w szescio tysiecznej tradycji kulinarnej Indii wydaje sie dosc kontrowersyjne. Namawiala do uwierzenia i zaufania swojemu instynktowi, takze w doborze jedzenia. Ktore, jak mowila, ma byc naturalne i surowe. Powrot do natury i naturalnych zachowan i naturalnej zywnosci jest na tej sciezce kluczem do witalnosci, wigoru, dlugowiecznosci. Radzila jesc duzo swiezych owocow w roznych postaciach - surowych, w sokach, w salatkach, itp. Do tego swieze kielki, orzechy i jeszcze raz soki. Wydaje sie to niezlym pomyslem tu w Indiach, gdzie jest cieplo i urodzajnie. Nie trzeba marnowac energii na utrzymywanie cieploty ciala, a swieze warzywa i owoce sa tu dostepne przez caly rok.

Padlo pytanie jak mamy sie relaksowac w tak szybkim tempie zycia? Odpowiedz byla dosc dluga i pelna dygresji. Koniec koncow chodzilo o to, ze prawdziwa relaksacja pochodzi z wiedzy, nabytej z kolei przez doswiadczenie. Namawiala wiec do poznawania siebie i doswiadczania siebie. Zarowno zmiana stylu zycia jak i proces poznawania siebie jest procesem dosc powolnym i stopniowym. Nie sposob ogarnac wszystkiego na raz. Krok po kroku przyblizamy sie do tajemnicy zycia, zycia bez napiec, swiadomego i spokojnego. W kazdym badz razie przede mna jeszcze dluga droga, fajnie o tyle, ze jestem juz w drodze.

Dzisiaj po czwartym dniu kursu zdalem sobie sprawe, ze masaz ten rzeczywiscie musi pochodzic ze sztuki walki. Po trzech dniach intensywnego wiszenia na linach i wchodzenia w dosc wymagajace pozycje czuje zakwasu tu i owdzie. A slizgi przypominaja ruchy walki, ciosy wymierzone przeciwko zmeczeniu, napieciu i dysharmonii cielesnej. Dzisiaj zaczelismy pozycje boczna i przod ciala. Po godzinie masazu, choc szkoleniowym zmeczenie odeszlo, a zastapila go sila fizyczna. Monia daje z siebie wszystko. W tem sposob uzmyslowilem sobie, ze sztuka tego masazu rzeczywiscie pochodzi ze szkol walki, gdzie adepci zarowno masuja jak i sa masowani. Zabieg ten jest jakby kontynuacja kombinacji ciosow i treningu fizycznego. O ile tajski masaz jogiczny, ktorym sie zajmuje, wymaga w pewnym stopniu sprawnosci fizycznej to w chavutti jest on kompletnym treningiem fizycznym dla masujacego, a niezwykle skutecznym narzedziem regeneracyjnym i wzmacniajacym dla masowanego.

Ale czas juz, wyjasnic troche co to za masaz. Chavutii Uzhichil lub Thirumal jest najmocniejszym i przynoszacym najszybsze efekty masazem ajurwedyjskim. Uzywana jest tu najwieksza sila nacisku, gdyz masuje sie tu stopami, zawieszajac sie na linach. Przebiega on w kilku pozycjach: na wznak, na brzuchu, bocznej, siedzacej, i kilku pozycjach jogicznych: kobrze (lezac na brzuchu z tulowiem wzniesionym na lokciach), subtavajrasanie (sklonie kleczac na rozszerzonych kolanach), baddha-konasanie (lezac ze zgietymi kolanami i zlaczonmi stopami), a do tego kilka skretow kregoslupa. Wszystko poprzedzaja zabiegi przygotowujace. Generalnie masaz ten usprawnia, wzmacnia, uelastycznia cialo i skutecznie wplywa na prace z energia, pobudzajac przeplyw prany w nadis - kanalach energetycznych. Podobnie dzieje sie w tajskim, dlatego chavutti zwany jest bliskim kuzynem tajskiego jogicznego. Lecz tutaj zamiast suchej akupresury - jest ciag³y, g³êboki posuwisty nacisk na nagie cialo, naoliwione ajurwedyjskimi olejami. Dla masazysty  masaz ten to wyzwanie pod wzgledem wytrzymalosci fizycznej i energetycznej. Jest bowiem transmiterem energii, pobieranej z gory, przez czakre ciemienia, a oddawanej przez podbicie stopy, laczac masowanego - ziemie z niebem. Nasz nauczyciel jest bardzo skrupulatny jesli chodzi o mechanike ciala, obca tradycyjnym przedstawicielom tej sztuki. Dba o ruchy bioder, rotacje stop, troszczac sie przez to o stan naszego kregoslupa i nadwyrezone niepotrzebnie miesnie. Modyfikacje wprowadzal dzieki praktyce tai chi chuan, podobnie jak w tajskim masazu, inspirujacej mechanike ciala, czyli dbalosc o prawidlowe poruszanie sie w trakcie wykonywania zabiegu, tak aby sie nie nadwyrezac, i dodatkowo korzystac z tego.

Razem z Monia jestesmy zachwyceni i pod duzym wrazeniem technik i efektow tego masazu, a przed nami jeszcze drugie tyle praktyki! Cieszymy sie, ze wlasnie zrzucamy z siebie zimowa ociezalosc i nieco tluszczu, ktory zdazyl sie nagromadzic w porze jesiennej. Teraz zrzucamy to wraz z siodmymi potami, ktore leja sie z nas w trakcie nie tyle szkolenia co treningu.

 

12.12.07
Wreszcie poczatek kursu, czekamy jeszcze tylko na elektryka, ktory ma zdjac wiatrak przysufitowy, aby zastapic go lina do masazu.

Pytalem sie Prabhata jaka jest roznia miedzy ajurweda a ajurweda keralska. Powiedzial, ze ogolnie to to samo, z tym, ze na polnocy ludzie lubia spokoj i delikatny masaz, w Kerali zas przyjmuje od bardzo dynamiczna i gleboka forme, gdyz wiaze sie z treningiem ciala - sztuki walki Kalaripayattu i tanca Kalathari. Dba sie w Kerali o tezyzne i sprawnosc fizyczna juz od dziecka, zeby zbudowac silna postawe wobec przeciwnosci przyszlego zycia.

Szuba jest zona naszego nauczyciela, tak jak on, pochodzaca z Kerali, mowi tylko po malajsku i w hindi. Zoja wtulila sie w nia jak w mame, a Barnaba zaakceptowal i sie jej pilnuje.
 

 


11.12.07
Kolejny dzien w Nowym Bombaju w oczekiwaniu na rozpoczecie kursu. Do tej pory nie udalo nam sie znalezc opiekunki do dzieci. Pozostaly nam spacery po okolicy.

 

10.12.07 Mumbai

Dzisiaj poznalismy Prabhata. Przez nastepne dwa tygoodnie bedzie nas wtajemniczal w sztuke keralskiego masazu ajurwedyjskiego, wywodzacego sie ze starozytnej keralskiej sztuki walki. Ale o tym wkrótce napiszemy wiecej.
Zabral nas dzisiaj rano z turystycznej Colaby do Nowego Mumbaju, gdzies nieopodal Vashi Bridge. Tu gdzie rzeka wpada do morza. Jest to okolica jednopietrowych domkow sredniozamoznej klasy sredniej. Duzo szkol i collegow wokol i zero turystow. W naszym sasiedztwie ulice sa slepe, konczace sie parkiem ciagnacym sie prostopadle do nich z ogrodkami zabaw dla dzieci. Spokoj, brak ruchu ulicznego. Niedaleko dostep do rzeki, gdzie obserwujemy bezustanne przyplywy i odplywy. Navi Mumbai to cos zgola innego niz miasto po drugiej stronie mostu. Z pewnoscia nie ogarnelismy starego Bombaju przez te kilka dni, ale nie tesknimy za nim.


W tym czasie zdazylismy przypomniec sobie Indie. Wyglada na to, ze Bombaj kryje wiele tego na co mozna sie natknac w Indiach.

Bombaj z pewnoscia moze zaoferowac wiele. Tak wielu, w tym takze nas nauczyciel, przyjezdza tu w poszukiwaniu lepszego zycia. Wiele tez moze zabac. Mijalismy ostatnio sztywne zwloki staruszka, przez godziny lezace na ulicy, zgrabnie omijane przez motoryksze, czy przechodniow. Nikt nie chce brac na siebie klopotu wiazacego sie z anonimowymi zwlokami.

To zycie, przemijanie, radosc, ucieczka przed cierpieniem, choroba, wesele i smierc tworza kolorowy kalejdoskop indyjskiej ulicy.

Tu w Nowym Bombaju odseparowac sie mozna od brudu, chorob i smierci. Jest czysto, kulturalnie i nienachalnie, chyba ze zaglebimy sie w centrum kramow, sklepikow i centrow handlowych.

Choc Bombaj jest bardzo nowoczesny. Na kazdym kroku widac mlodziez, rzucajaca wyzwanie tradycji - zachodnim stylem obyczaju i mlody. Obsciskuja sie, przytulaja po parkach, a czasem o dziwo sekretnie dziela pocalunki. Nie pamietam z poprzedniej podrozy, zebym cos takiego widzial na polnocy Indii. Tam raczej probowano nas podsumowac grzywna 100 dolarow za publiczne calowanie sie w srodkach publicznego transportu!

Wszeobecnosc zycia, jego bezposedniosc, ta naga rzeczywistosc tutaj razi, wyczerpuje lub z drugiej strony otwiera oczy na zycie, skrywane, tabuizowane w zachodniej, wspolczesnej rzeczwistosci.

Dla dzieci przeprowadzka okazala sie pomyslna. Sa zachwycone dwu pietrowym domem, z jedna blizniacza czescia tylko dla naszej dyspozycji, do tego taras, patio i weranda. Wszystko wykladane chlodnym marmurem, a do tego hustawki i dzieci gospodarzy. My sie cieszymy z dostepu do kuchni. Przez nastepne dwa tygodnie bedzie nam tu dobrze.

Barnaba zachwycony domem nie mogl usiedziec w pokoju, w ktorym odpoczywalismy. Biegal po calym domu, skakal po schodach, wlazil na hustawki, uwolniony z klaustrofobicznego pokoju w Colabie. Zaczyna sie uczyc angielskiego, slyszac jak inne dzieci mowia - no, yes, thank you - sprawia mu to radosc.

 

 

08:29, jogamasaz
Link Dodaj komentarz »
10.12.07 W drodze do Nowego Bombaju

10.12.07.

Przez moment jak jechalismy taksowka z lotniska do Colaby pomyslalam: rany po co ja tu przywiozlam dzieci. Brudno, mnostwo dziur w chodnikach i totalny chaos na ulicy. Jak sobie damy rade? Przypomnialy mi sie wszystkie trudnosci popprzedniego pobytu, ale wtedy bylismy bez dzieci. Gdy dojechalismy do Colaby nieco sie uspokoilam. Bylo tu czysto i byly fajne domy. Pelnia szczescia dopiero przyszla, kiedy Prabhat, nasz nauczyciel, zabral nas z Colaby do Nowego Bombaju, ktory wyglada jak sypialnia. Podobno jest to osobne miasto. Sa tu domki z patio. Dzieci poczuly sie tu jak w domu.

08:10, moniabo
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 grudnia 2007
Mumbai na dobry poczatek

Colaba, Mumbai 

7.12.2008
Warszawa pozegnala nas zimnem i deszczem. Przylecielismy do Mumbaju. Podróz samolotem okazala sie dla dzieci ekscytuja. Szczególne wrazenie zrobily osniezone szczyty gór i dywan z chmur blisko nieba. Reszte dopelnily filmy i jedzenie serwowane na pokladzie samolotu. Zoja zafascynowana byla turbulencjami i ogólnym szumem.

Mumbai powital nas póznym wieczorem, zatopionym w goracu i znanym nam juz zapachem subtropikalnej wilgoci i zgnilizny.

Zdazylismy zapomnieæ o mentalnosci hinduskiej. Niczym flaszbak powrócilo to echem. Ciekawosæ, ignorancja, nachalnosæ – te pierwsze, rzucajace sie na nas wrazenia maja przedstawiaæ tutejszych mieszkañców? Tym razem puscilismy to, przez co nie przejelismy sie tym za bardzo. Chyba dzieki temu, ze uwierajacy nas europejski kolnierz zdjelismy juz lata temu. Zamiast tego ujrzelismy – nie brud ulicy, ale estetyke i schludnosæ, wrazliwosæ i zyczliwosæ – jednak inaczej rozumiane. Spróbujemy to ogarnaæ, a opisaæ pózniej.

Dzieci o dziwo, nieslychanie otwarcie przyjely Indie. Jakby nie dostrzegaly  róznic lub wrecz odwrotnie, doceniajac ja. Wszechobecne zainteresowanie nimi jest wyzwaniem, szególnie dla czteroletniego Barnaby. Cmokanie – charakterystyczna zaczepka dla obyczajowosci Indii i Bliskiego Wschodu, - poklepywanie po czapce i ogólny entuzjazm okazaly sie do zniesienia. Jednak szczypanie policzków bylo juz przesada dla mlodego chlopca. Podarowana truskawka i zaczepna bójka na balony z ulicznym sprzedawca szybko rekompensowaly krzywdy.

Krzepki chód przez ulice Mumbaju, owocowe soki, mleczne i jogurtowe koktajle w podzwrotnikowym sloñcu, klapki, koszulka na ramiaczkach i wesole ochlapywanie sie w lazience  - wydaje nam sie – przynioslo mu sporo radosci.

Lazienka i ubikacja w Indiach to twor zgola inny niz europejski standard. Lazienka to pomieszczenie z dziura odplywowa i kranem z zimna woda, a do tego wiadro z polewakiem. Balismy sie o przyzwyczajenie naszego czterolatka do szerokiej trójkatnej wanny, gdzie moczyl sie godzinami. O dziwo, radosne chlapanie i wchodzenie do wiadra, jak i polewanie staje sie niezla zabawa, potrzebna cialu i umyslowi w trakcie i na koniec upalnego dnia

Wyzwaniem okazala sie ubikacja, czyli typowo azjatycki standard kucany, czyli dziura i wiadro. Nad dziura sie nalezy ukucnaæ – tak to zatracona umiejetnosæ w europejskiej kulturze ciala, bardzo naturalna i niezwykle skuteczna w oproznianiu.

Pierwszy kontakt z toaleta okazal sie odrzucajacy. Takze odechcialo mu sie. Pod wieczor, po wczesniejszej demonstracji przyszlo to dosc naturalnie i bez wiekszych emocji. Pierwszy dzien w Mumbaju przelamal kulturowe progi.

Czekamy jeszcze na poszerzenie menu. Bo choc owoce, lody i wszelkiego rodzaje soki i koktajle przekonuja go bez reszty do indyjskiej gastronomi, to widmo sosow, potraw i zup trzyma go przy bezpiecznej ostoi codziennego Tosta. Noca trabienie, uniwersalny komunikat drogowy nie ucicha, a my przestajemy mimowolnie je slyszeæ.
Zoja szesliwa z ciepla i swobodnych ruchów wierzga jeszcze kopytkami, podczas gdy Barnas zmacznie spi.

16:00, jogamasaz
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 listopada 2007
Zimne początki

Już za chwilę, już za momencik nasz blog zacznie się kręcić.

Narazie listopad sypie śniegiem. Woda w chłodnicy zamarza, a atmosfera staje się senna. Wizja wyjazdu już za 3 tygodnie ekscytuje. Dzieciaki wypytują się co tam będą jadły i czy napewno jest tam ciepło. No i czy zobaczymy rekina, może wieloryba?

Wyjeżdżamy 6go grudnia. Do tego czasu chcemy opanować prowadzenie bloga.

16:31, moniabo
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5